Quod scimus gutta est, ignoramus mare

Haft #2

O opowiadaniu myślę i myślę, cały czas analizuje, tworzę nowe koncepcje, staram się po prostu wybrać taką, za którą będę podążać. 

Mogłabym ponarzekać o moim chwilowym załamaniu po wizycie u lekarza i braku weny na pisanie licencjatu, ale o tym już się za dużo osób nasłuchało.

Dlatego znowu piszę o czymś, co sprawia mi przyjemność...

Dlatego zacznijmy od początku ;) Skąd się u mnie wzięło na haft? Od mamy, obserwowałam ją i obserwowałam jak ona to robi, i ja jako berbeć jeszcze podstawówkowy/wczesnogimnazjalny też chciałam. Ale raczej na pytanie, czy mogę spróbować dostawałam odmowę. Dzisiaj mamy zupełnie różne upodobania, co do technik, materiału, nici, dobierania kolorów i wzorów. Obie zresztą cierpimy na brak czasu na haftowanie. Więc kiedyś postawiłam na swoim i doprosiłam się o moją pierwszą nadrukowaną kanwę do haftu, obecnie ich zdzierżyć nie mogę :P. Wtedy w mojej małej wiosce nie miałam jak dostać sama, a zakupy internetowe były wtedy dla mnie czarną magią. Mogłam mieć wtedy 13/14 lat, więc od tego momentu minęło już grubo ponad pięć lat i kilka więcej. Gdy zaczynałam każdą nitkę, którą zaczynałam trzeba mi było na nowo tłumaczyć jak to robić, albo jak ją kończyć. Trochę czasu minęło zanim wyrobiłam swoje własne metody, którymi mi operowało się najlepiej, ale cieszę się, że tego nie zarzuciłam i teraz mam swoje nietypowe, odprężające i momentami wnerwiające hobby, którym mogę się cieszyć i bawić. :)

Tak właśnie wyglądała pierwsza rzecz, którą zrobiłam. 
Leży obecnie w kartoniku z rzeczami ukończonymi. 

Potem były bałwanki w zestawie, które znalazłam w szafie leżące latami. Moja mama zamawiając je spodziewała się czegoś innego, więc ja zdecydowałam się w końcu to wykorzystać i teraz robią za ozdoby choinkowe na każde święta, jak się uda to w tym roku dojdą do nich Gwiazdory z podobnego zestawy :). 

Zatem do następnego napisania :).

Haft #1

Wygląda na to, że jednak coś tu się będzie pojawiać poza opowiadaniem. Zresztą, przerwa od niego długa, więc niech cokolwiek tu pobrzmiewa. :)

Miało być i wszystko, i nic. Zostało na hobby, odrobinę starodawnym i mało popularnym. W każdym razie z tego co się orientuje w Polsce. Bardziej się w nim lubują np. na Ukrainie i w Turcji. Piszę o czymś, a nikt nie wie o czym właściwie. Chodzi mi o haft krzyżykowy, jest to równie, a może nawet bardziej czasochłonne od pisania. Mogłabym usłyszeć, zatem czemu nie piszesz zamiast haftować. Otóż sytuacja wygląda tak, że często haftuje coś jako prezent, lub obiecuję zrobienie komuś czegoś tam. Obecnie najbliższe plany to papież Jan Paweł II, dla koleżanki, która chciałaby go wręczyć swojej babci oraz coś drobnego dla mojej kuzynki z jej imieniem.

Nie będę się za bardzo rozpisywać, bo nie chcę zanudzać zbytnio tym postem, dawkujmy informację po trochu. Istnieje parę rzeczy, o których nie pozwala mi się mówić, jeśli nie chcę się usłyszeć niekończącego się monotoku; są to: haft, eurowizja, archeologia, książki i seriale. Tych dwóch ostatnich może nie precyzujmy, bo lista by się bardzo wydłużyła. ;)

Nie wiedziałam, jakie tutaj wrzucić zdjęcia, przeszukałam zarówno komputer, jak i telefon, stanęło na kotku, którego zrobiłam z dobre 5 lat temu (jeszcze bez oprawienia etc.) oraz na czapli, ta już własnego projektu sprzed dwóch lat niecałych. : >

Chwilowo to na tyle :)




© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon